...oczywiście mam na myśli Nianię Ogg i Babcię Weatherwax ;)
Innymi słowy: Zosia poznaje Pratchetta! :)
Korzystam z okazji, że Zośka nadal woli przedmioty trójwymiarowe nadające się do ciamkania lub wyginania, od obrazków w książce, a czytane/opowiadane treści interesują ją zawsze - pod warunkiem włączenia gestykulacji, modulacji i zabawnych min ;) W takim układzie możemy równie dobrze (a nawet lepiej!) czytać Zosieńce to, co uważamy za Literaturę Wartościową z odpowiednią dozą humoru... ;)
Wczoraj był czas na fragmenty "Równoumagicznienia"...
"Babcia przygryzła wargę. Nie bardzo wiedziała, jak ma się zachować w stosunku do dziecka. Dzieci uważała - przy tych rzadkich okazjach, kiedy w ogóle o nich myślała - za coś pośredniego między ludźmi a zwierzętami. Znała się na niemowlakach: z jednego końca trzeba lać mleko, a drugi utrzymywać w czystości. Dorośli są jeszcze łatwiejsi, bo sami się karmią i myją. Ale pomiędzy jednymi a drugimi istniał świat, którego nie próbowała nawet zrozumieć. O ile się orientowała, należy tylko pilnować, żeby nie złapali czegoś groźnego, i mieć nadzieję, że wszystko się dobrze skończy."
...życiowe mądrości Babci są niezastąpione :D
Dziś kontynuujemy, Zosia miętosi "kartki" szeleszczącej książeczki do ciamkania i głaskania, a ja czytam jej dalej... Fajnie jest!
A za parę dni przejdziemy do klimatu gwiazdkowego - "Wiedźmikołaja" ;)
Uśmiechu wszystkim dziś życzę~ :))

