Unknown w temacie
Japonia,
kąpiel z dzieckiem,
myśli luźne,
ofuro,
rodzicielstwo,
tabu,
Totoro
,
listopada - 16
![]() |
Kadr z filmu となりのトトロ - "Mój sąsiad Totoro", mistrza Hayao Miyazakiego |
Co jest nie tak z naszą zachodnią kulturą, że widzi coś zdrożnego we wspólnej kąpieli rodziców z dziećmi? Dlaczego w ogóle budzi to jakiekolwiek dylematy czy dyskusje? Nie pojmuję...
W Japonii wspólna kąpiel rodziców z dziećmi jest czymś absolutnie normalnym - i w moim odczuciu naprawdę pięknym. Po całym zabieganym dniu, milionach spraw, kiedy niekoniecznie wiele czasu miało się dla najbliższych, przychodzi chwila wspólnej kąpieli i zabaw z dziećmi w ofuro... I nie ma sztucznych limitów wieku, żadne "powyżej 3 lat do wspólnej wanny wstęp wzbroniony", wszystko przychodzi naturalnie.
W ogóle muszę przyznać że uwielbiam podejście Japończyków do kąpieli, do łaźni i gorących źródeł - tej naturalności, braku skrępowania, celebrowania chwili błogosławionego odpoczynku, szacunku do osób wokoło, w różnym przecież wieku i różnej urody. To w przedziwny sposób oczyszcza i autentycznie odpręża, człowiek może poczuć się "normalny", wolny od wszechobecnego bombardowania mnożonymi "tabu". Takie na przykład łaźnie koedukacyjne - gdzie w naszych realiach mogłoby zaistnieć takie zjawisko, nie siejąc zgorszenia i nie przyciągając wszelkiej maści zboczeńców? Że zacytuję fragment z przytaczanej już na blogu książki Marcina Bruczkowskiego, "Bezsenność w Tokio":
W ogóle muszę przyznać że uwielbiam podejście Japończyków do kąpieli, do łaźni i gorących źródeł - tej naturalności, braku skrępowania, celebrowania chwili błogosławionego odpoczynku, szacunku do osób wokoło, w różnym przecież wieku i różnej urody. To w przedziwny sposób oczyszcza i autentycznie odpręża, człowiek może poczuć się "normalny", wolny od wszechobecnego bombardowania mnożonymi "tabu". Takie na przykład łaźnie koedukacyjne - gdzie w naszych realiach mogłoby zaistnieć takie zjawisko, nie siejąc zgorszenia i nie przyciągając wszelkiej maści zboczeńców? Że zacytuję fragment z przytaczanej już na blogu książki Marcina Bruczkowskiego, "Bezsenność w Tokio":
"Niestety, źródeł koedukacyjnych w Japonii jest już mało, coraz mniej. Sto lat temu ponoć wszystkie były koedukacyjne. Potem w kraju pojawił się gajdzin i nauczył tubylców, że nagie ciało w łaźni to coś wielce wstydliwego."
I cóż dobrego ten nieszczęsny obcokrajowiec uczynił...
Ale ale, wracam już do tematu!:)
![]() |
P. Zawitkowski, http://www.mamotatocotynato.pl/ |
Wanienka dziecięca jest mała, Zosia nie miała frajdy z takich kąpieli, zwłaszcza odkąd zaczęła się coraz bardziej angażować, chlapiąc dookoła, nie mogąc się obrócić, a co gorsza - w pozycji podstawowej nie widząc rodzica. (jak na zdjęciu obok).
Oczywiście, początkowo tak kąpaliśmy, jakoś sobie radząc. Mimo sposobów przedstawionych przez Pawła Zawitkowskiego w książce "Mamo, Tato co Ty na to?", z rozpoczęciem wspólnych kąpieli czekałam do momentu aż Zosia zacznie pewniej trzymać główkę (wcześniej spróbowałam raz i było to zbyt stresujące). Ale właśnie! W wymienionej wyżej książce, którą uznaję za bardzo wartościową pozycję dla każdego młodego rodzica, Paweł Zawitkowskie sporo miejsca poświęcił tematowi wspólnych kąpieli i zabaw z dzieckiem w wannie. A skoro pisze o tym szanowany powszechnie fizjoterapeuta, to może "nie taki diabeł straszny..."?
Kąpiel w "dorosłej wannie", razem z rodzicem (jednym, bo dla całej rodzinki brakuje w naszej wannie miejsca, a szkoda), to nieopisana radość! I to obustronna :) Zosia nie niecierpliwi się, nie chce wychodzić, śmieje się, zagaduje, pluska, "wdrapuje" na nas, ogółem - kąpanie stało się radością i przygodą. Po-kąpielowe marudzenie też poszło w niepamięć :) A i zasypia szybciej...
Rodzinne kąpiele nie są niczym zdrożnym, wstydliwym, ani niewłaściwym. Są fantastycznym sposobem na utrwalanie więzi z dzieckiem, naturalnym i ciepłym. Pozostaje mi tylko współczuć wszystkim tym, którzy przez własny strach i smutne ograniczenia pozbawiają siebie i dziecko takiej radości...
...a my śmiejemy się w głos z takich dylematów! ;)
Translate
o herbacie, kulinarnych inspiracjach, eko-matkowaniu i wszystkim, co mi w duszy gra :)
O mnie
- Unknown
Kategorie
myśli luźne
rodzicielstwo
portrety
czas
relaks
zdrowie
kulinarne inspiracje
Japonia
herbata
eco
książki
matcha
DIY
ciąża
dzieciństwo
kosmetyki
pielęgnacja niemowląt
twórczość
BLW
karmienie piersią
kąpiel z dzieckiem
oleje naturalne
Muminki
chustonoszenie
film
gwiazdka
związek
życzenia
Totoro
halloween
kocie nastroje
miłość
nietolerancja laktozy
candy
chai
co sleeping
gender
Archiwum
-
▼
2013
(38)
-
▼
listopada
(23)
- Chwila oddechu... ;)
- Liebster Award - szalenie miła nominacja... i garś...
- DIY - odżywcze mazidło mrozoodporne, czyli krem oc...
- Fenomen video 'Co ciąża zmieniła?...' :)
- Niczym płynne złoto... oleje naturalne, ich właści...
- Wielorazowo - tym razem coś dla mam
- Radosne pieluchowanie - wielorazowe i kolorowe :)
- Mleko na wagę złota! Batalia o karmienie piersią...
- DIY: Zamiast Carmexu, Chapstick'a i Nivea - natura...
- Kosmetyki dla niemowląt - ile, jakie, po co?
- Coś dla ciała! Skład produktów i kosmetyk- cud :)
- Wspólna kąpiel z dzieckiem - tabu, czy norma?
- Antidotum na szarość
- Poporodowe zmory - o czym warto wiedzieć wcześniej
- Czas na miłość! Czyli związek po narodzinach dziecka
- Długi weekend pod znakiem Draculi i kołdunów
- DIY - ściany jak z bajki, własną ręką malowane ✿ (...
- Leczenie może być przyjemne! ;)
- DIY - ściany jak z bajki, własną ręką malowane ✿ ...
- Popcorn dla fanów Dextera.. i nie tylko ;)
- Jak przetrwać domową burzę wirusową
- Zombie muffins, czyli muffiny (nie tylko) na Hallo...
- Matcha, czyli miłość fanów zielonej herbaty
- ► października (1)
-
▼
listopada
(23)
oj straszna, straszna ta nagość. zła.
OdpowiedzUsuń;))))
jestem tego samego zdania co Ty. co prawda nie kapiemy się na golasa z dziecięciem (bo nie mamy wanny) ale na basenie nie tylko widzi gołych rodziców, ale i innych ludzi. w domu nie okrywamy się, przechodząc z łazienki do pokoju. nasze dziecko zna prawidłowe nazwy genitaliów. żadnej fałszywej skromności. ciało to ciało i tyle.
no właśnie zachwycił mnie Twój opis islandzkich basenów~! Toć to oznacza, że nie muszę tak daleko lecieć, by móc się po ludzki zrelaksować w wodzie i odpocząć, nie dość że w warunkach czystych to jeszcze bez tego absurdalnego skrępowania... rewelacyjnie że tak macie! :)
Usuńi święta prawda, ciało to ciało. :)