Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portrety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portrety. Pokaż wszystkie posty

[fanfary!] Panie i Panowie, nagrody wędrują do.... (&21/52)

Wczoraj zakończył się pierwszy herbaciany konkurs :)
...przyznać muszę, że Zosieńka zupełnie nie wsparła jury - wszystkie życzenia podobały się jej równie mocno i budziły jednakowo radosny uśmiech :D (i te "ooooo!" ze stanowczo wskazującym paluszkiem ;))
Dziękujemy Wam wszystkim za udział i tak ciepłe życzenia! Fantastyczni jesteście :D


Ale że wyboru dokonać trzeba, powołaliśmy naprędce jury, w skład którego wchodziłam ja - no ba! a także niezwykle obiektywny Mąż oraz co najmniej równie obiektywna kotka Yuko ;] Łatwo nie było....


Oto Zwycięzcy: 

[FANFARY]


Jadwiga Modelewska
wraz z dziećmi


Na przyjęcie do Zosi idziemy,
I życzenia Jej składać będziemy.
By zawsze dobrze się bawiła, 
I nigdy się nie nudziła.
By ciągle się uśmiechała, 
I wkoło przyjaciół miała.

otrzymują 2 Aniołki- niespodzianki!
(dla każdego z Uśmiechniętych Kwiatków po jednym ;D)


Weronika Szurko
z Zosią

Zosiu nasza kochana!
Uśmiechaj się do wszystkich codziennie z rana!
Niech Ci zębole nie dokuczają,
a noce całe przespane zostaną!
Dla Ciebie w Twe Święto wszystkiego dobrego
życzenia składa rodzina Budujacego
z Zośką na czele, bo psikus taki,
że wszystkie Zośki to fajne Babki :D

otrzymują trzeciego Aniołka- niespodziankę! 


Magdalena Piech
z Frankiem


Franio złoży też życzenia 
małej Zosi w dzień imienia 
Zosiu nasza urokliwa
rośnij zdrowa, dzielna, miła,
bądź też zawsze uśmiechnięta,
tak na co dzień, nie od święta.
Spełnij marzeń swoich duckę,
miej przyjaciół dużą grupkę.
Baw się swoją gąsienicą, jeżykami, żyraficą.
No i nocą śpij prze ładnie,
aby mama miała gaz
robić "a kuku" setny raz.

otrzymują krem ochronny do twarzy i ciała maluszka od Żyrafy Sophie!

Agnieszka Gątarska
z Aleksandrem


otrzymują Żyrafkę Sophie!



Klaudia Janas
z Anastazją



Chmurki podskakują na niebie, słoneczko dziś świeci dla Ciebie. Śmieją się motylki i krzyczą, że dziś są Twoje imieninki. Ptaszki ćwierkają i najsłodsze życzenia składają, a... zajączki z balonikami kicają i mnóstwo buziaków przesyłają!!!

otrzymują poduszeczkę niemowlęcą!



Monika Kędzia
z Natalką


otrzymują torebkę dziewczęcą!




Proszę o indywidualny kontakt ze sponsorami i podanie danych do przesyłki :)

Gratulujemy! :D


a w bonusie - letnie 21/52 ;]

p1

Słońce! ...dziewczyny lubią brąz? (&20/52)

Brąz jak brąz, ale słońce lubią na pewno! Za to czerwone plamy i podrażniona słońcem skóra – nie, to już nie wlicza się w pakiet pożądanych atrakcji... Zwłaszcza, kiedy chodzi o delikatną skórę dziecka.

*
Wiosna kwitnie w pełni, powietrze wypełnia zapach bzów i konwalii, jest słonecznie, ciepło i pięknie. Ach, maj! W takie dni najprzyjemniej jest „pod chmurką”, a domowe pielesze nieco tracą na atrakcyjności ;) Jednak długie godziny na powietrzu wymagają zabezpieczenia maluszka przed szkodliwym wpływem promieni UV. Banalne, prawda? Nic prostszego przecież, niż pójść do pierwszej lepszej drogerii, apteki, czy nawet marketu i kupić balsam z filtrem…

Jednak jeśli, jak ja, niezbyt entuzjastycznie podchodzicie do pomysłu posmarowania dziecka czymś, czego skład przypomina dawno odbywane laboratoria z chemii, a co gorsza – ze względu na ich odbywanie – jest wystarczająco zrozumiały, by budzić awersję… wtedy sytuacja wcale nie jest już taka kolorowa.

Zosia jest już lekko opalona, bowiem słońce łapała chętnie na zimowych spacerach. Ale kiedy wiosna była już w przedbiegach – i uwidoczniły się smagłe rysy mego dziecięcia – zajęłam się tematem i zabrałam się za przegląd zgromadzonych w ciąży/po porodzie próbek balsamów z SPF (których w zeszłym roku nie używałam, bo Zosieńkę jakoś bezpośrednie słońce ominęło ;)). Konkluzja wprawiła mnie w osłupienie… Rok temu widać naiwnie wierzyłam jeszcze, że jak na opakowaniu jest napisane, że to „bezpieczny”, „przebadany” i „hipoalergiczny” produkt dla delikatnej skóry niemowląt, to rzeczywiście taki będzie. Nic bardziej mylnego! W co drugim – alkohol na drugim miejscu w składzie! W niemal wszystkich parabeny i filtr mineralny nanocząsteczkowy* - nie twierdzę, że to koniec świata, ale jednak wolę nie ryzykować. W dodatku często dodawane filtry chemiczne i oleje mineralne....

No to zaczęłam poszukiwania…

Pierwszym krokiem był zakup oleju z pestek malin. To był absolutny strzał w 10!


Wiele olejów roślinnych zawiera naturalny filtr SPF. Przeważnie jednak jest on dość słaby, w dodatku zwykle chroni tylko przez promieniami UVB. Jednak jest w tym olejowym gronie perełka – olej z pestek malin właśnie :) Filtr ochronny tego oleju ma wartość szacowaną w przedziale 28-50 (zależnie od jakości oleju i pochodzenia roślin) – jest to wartość zbliżona do tej którą daje tlenek tytanu, stosowany zamiennie z tlenkiem cynku jako filtr mineralny w komercyjnych kosmetykach – i chroni skórę zarówno przed promieniowaniem UVB jak i UVA. W pakiecie z całym zestawem dobroczynnych właściwości i sporą dozą antyoksydantów jest to po prostu autentyczny rozpieszczacz dla skóry <3 

niepozorny, o niezbyt przyjemnym zapachy i bursztynowym kolorze
- za to fantastycznie się wchłania, nie zostawia filmu, bardzo delikatnie ociepla odcień skóry

Jak się sprawdza? Zaskakująco dobrze! Miałam świadomość, że realna ochrona może się różnić, w zależności od tego jak się olejek wchłonie i jak zachowa się na skórze. Jednak dotychczasowe testowanie pokazuje naprawdę porządną skuteczność! Mam bardzo jasną karnację, niewiele potrzeba bym nabawiła się poparzeń słonecznych. A odkąd codziennie nakładam olejek pod makijaż i smaruję odsłoniętą skórę przed wyjściem – zaczerwienień brak. Wczoraj za to nie posmarowałam karku – i mam piękną pręgę :P Więc ewidentnie olejek działa. Zosieńka reaguje na niego bardzo dobrze, wysmarowana jest przed każdym wyjściem i póki co jestem spokojna :)

Ale właśnie, póki co. Bo jednak na letnie baraszkowanie na trawie, czy nad wodą, chciałabym móc posmarować dziecko czymś „pewnym” i stabilnym. Tak, nawet moje naturalne zapędy są czasem ograniczone ;) Z resztą, filtry mineralne wcale nie budzą mojej awersji – tylko nanocząsteczkowa forma ich podaży. A jak na razie, całkiem sensowne pod względem składu wydają się balsam Mustela 50+ i Avene. Choć ceny są raczej dotkliwie wysokie. Stokroć bardziej wolałabym Badger Balm, tylko zamawianie ze Stanów nieco utrudnia…
Może najlepszym sposobem będzie zrobienie własnego kremu? Niestety, mikronizowany tlenek cynku, który można zakupić, najczęściej ma cząsteczki w rozmiarze 10-60 nm, trzeba się naszukać. Nie wiem, czy lepiej zrobię kupując mikronizowany (np.110nm) tlenek cynku, i łącząc go z olejem z pestek malin i z awokado, których właściwości przeciwutleniające dodatkowo zabezpieczą przed ew. wolnymi rodnikami, czy też po prostu kupując jeden z tych relatywnie bezpieczniejszych, gotowych balsamów…

Jakie są Wasze sposoby na bezpieczną relację ze słońcem? Czym smarujecie swoje maluszki? :)
wiosenna Zosieńka:
20/52
bo huśtawka to jest TO!

"Pomelo jest szczęśliwy pod swoim dmuchawcem..." ;D
bziuuuuum! ;)


* - Dwutlenek tytanu cechuje wysoka reaktywność, ma właściwości fotokatalityczne i pod wpływem światła tworzy wolne rodniki. Wg. dotychczasowych badań, stosowanie kremów z dwutlenkiem tytanu na zdrową skórę nie jest niebezpieczne, nie wykazano by cząsteczki przedostawały się do krwioobiegu. Natomiast wdychanie (puder,  spray) lub kontakt z uszkodzoną/ chorobowo zmienioną skórą niesie wyraźne zagrożenie. Tlenek cynku ma podobne działanie, jest jednak mniej aktywny. Mimo wszystko, nieznana jest dokładna wielkość graniczna cząstek, gwarantująca że nie przedostaną się one w głąb skóry. Toteż im większy rozmiar cząsteczek, tym mniejsze ryzyko. A bezwzględnie należy unikać zawartości tych składników w produktach do aplikacji w formie sprayu.

p1

Niespodziewana sesja majówkowa (&18/52)

...czyli Zosieńka w fotograficznych odsłonach by Redhead&Amper :)

dziękujemy! <3

18/52







 


p1

Targujmy się! byle kulturalnie... :) &17/52

Kulturalne targowanie - ba, jeszcze jak! W końcu to Międzynarodowe Targi Książki były! :)

2 tygodnie temu - tak, wiem, post z haniebnym poślizgiem, ale czas nie zna litości... - po "Puszku" nie było nam dość wrażeń, a że do Opery z Teatru rzut beretem (i to nawet nie taki z siłą miotacza ;)), poszliśmy na Targi. 


Rety, jak ja kocham książki! <3

*.*

Targi to taki raj dla duszy, a piekło dla portfela. Mimo zniżek – bo przecież wszyscy wiemy, jak działają promocje na wygłodniałe mózgi :P Aby wyrwać się z matni tych kontrastowych emocji, dokonaliśmy jedynego rozsądnego podziału: herbaciana wraz z Zosieńką buszowały i wybierały, a Tatuś dzielnie dzierżył niknący w oczach portfel… i nawet wspierał wybory! Ci tatusiowie to czasem naprawdę odporne Bestyjki są :) Co nas zachwyciło?

Pomelo, jak zawsze, bo wiedzieliśmy z zajączkowych szeptów, że coś w temacie różowych słoni zamieszkujących grządki zbliżało się susami w kierunku naszej specjalnej, dedykowanej półeczki… ;) A jak my tego słonika kochamy, to temat na osobnego posta <3

Muminki (oczywiście)! I całe stoisko Wydawnictwa EneDueRabe. Rety, jak cudniaszcze są skandynawskie książeczki! Nawet tak niezwykłe, jak „Włosy Mamy” – przepięknie ilustrowana, ale jak trudna i przejmująca książka dotykająca problemu depresji rodzica. Niektóre z tych książek, jak np. „Zły Pan”, wbijają w fotel ogromem trudnych tematów jakie poruszają, budząc też sporo obaw o to, czy aby są one dobrym wyborem dla dzieci… Jednak są przecież polecane przez terapeutów. Obawy te uspokaja m.in. artykuł z Wysokich Obcasów, dostępny TU. „Kiedy czytałam tę książkę dorosłym, byli przerażeni, część wyszła z sali, niektórzy płakali. A dzieci się śmieją. Dla nich to po prostu bajka o chłopcu, który pokonuje Złego Pana.” Może coś w tym jest? Dzieci inaczej przecież odczuwają świat…
Wszystkie książki tego wydawnictwa mogłabym czytać i oglądać godzinami… Na pewno będziemy z czasem poszerzać Zosieńkową biblioteczkę o te pozycje. Póki co, jej półeczkę ubogaciły „Książka o Mimbli, Muminku i Małej Mi – co było potem?” i „Kto pocieszy Maciupka?”, czyli Tove Jansson czaruje niezmiennie :) Córcia musi co prawda jeszcze troszkę na nie poczekać...



Zauroczyła nas także „Bardzo głodna gąsienica” Erica Carle – kiedy Babunia Zosieńki po książkę wróciła już jej nie było. Zajączek jednak przytargał ją naszej córci i od Świąt nie ma dnia bez Gąsienicy :)


Następnie Zosieńka upodobała sobie Pirata przy stoisku Wydawnictwa BIS. No, prawdę mówiąc to najbardziej upodobała sobie jedną z Pań ;) I kaczuszkę origami dostała! :D 


Jednak punktem kulminacyjnym było dla nas stoisko Mind&Dream... Stoisko poświęcone było jednej tylko książce. Błąd. AŻ jednej książce.…
ale o tym opowiem Wam jutro!
(daleko mi do tanich chwytów marketingowych, po prostu padam na nos i całkiem już nie kontaktuję....:P)


PS. Zosieńka po około 20 minutach zasnęła, jakby ktoś odłączył jej zasilanie – nie wiem dlaczego, ale to kolejny raz, kiedy w budynku Opery usypia snem twardym i błogim… widać kultura mocno na nią działa ;) zatem obejrzeliśmy jeszcze trochę, z dziecięciem śpiącym słodko w ramionach mamy, po czym uciekliśmy do domu – już bez zakupów, ku wielkiej uldze okrutnie zubożałego portfela (i Tatusia:))


A z innej beczki, pora na spóźnione zdjęcie numer 17 - z pierwszego pikniku Zosieńki :) 




p1

Uśmiech! ...Zosia, wiosna, kraszanki i słońce :)

Najwspanialszego poświątecznie! 
( ´ ▽ ` )ノ

Jak Wam minął ten czas? nie mogę się doczekać nadrobienia czytania, jestem szalenie ciekawa co u Was słychać!

Nam ostatni tydzień minął błyskawicznie, pod znakiem nieprzespanych nocy, pysznych wypieków (winnych braku snu, ale coś za coś! ;)), kolorowych kraszanek, Zosieńkowej radości i rodzinnych spotkań... Miły czas :) Ale mocno nadwyrężający matczyne siły...

W ultra-podsumowaniu:
- mazurki z mascarpone są absolutnie najlepsze! <3
- naturalne farbowanie jajek to przednia zabawa! nawet ocet nie przeszkadza ;)
- drewniane jajka nokautują klasyczne zabawki i cieszą dziecię do łez :P
- brak równości płci bywa korzystny - w piątek kobiety dostały wcześniej wychodne z pracy :P
- alergia jednak nie ominęła mego dziecka - plamy na brzuszku niewiadomego pochodzenia przewracają teraz naszą dietę do góry nogami
- wiosna, nareszcie porządna wiosna...!!!


Nadal jestem na sennym debecie, także pisanie jeszcze mnie przerasta, zwłaszcza że zanim odzyskałam pełną przytomność, już trzeba było gonić do pracy... Chciałabym tyyyyyyyle Wam opowiedzieć, ale zwyczajnie nie dam rady.
Zostawiam Was zatem z kilkoma Zosieńkowo-świątecznymi fotkami :)







16/52

najczęstsza minka Zosieńki, z nieodłącznym "ooo!"




p1

Dżungla, krokodyl i kokosanki… czyli bobas w teatrze!

*

„Puszek. To imię dość popularne. Szczególnie dla Pieska, czy Kotka… Ale dla Krokodyla?” – tak zaczyna się opis spektaklu BTL skierowanego do najmłodszych widzów. Imię Puszek bardzo nam odpowiada – Zosia uwielbia swego puszystego krokodyla :) A skoro spektakl dla „najmłodszych”, to postanowiliśmy przetestować, czy 8,5 miesięczne dziecię może pokochać teatr… W minioną sobotę było nam dane się przekonać :)

Pokochało! A jakże!

Spektakl "Puszek" w reżyserii Laury Słabińskiej powstał w oparciu o sztukę Marty Guśniowskiej, bajkopisarki, znakomitej autorki sztuk dla dzieci – której bajki po prostu kochamy!


…Sztuka zaczyna się już w hallu, kiedy po wejściu do budynku, widzowie – i ci maleńcy, i ci całkiem dorośli – zdejmują buty i kurtki, po czym para aktorów (rewelacyjny Ryszard Doliński i Iwona Szczęsna) z wesołymi okrzykami schodzi po schodach, i zabiera ze sobą publiczność… do dżungli. Po przejściu przez, najwyraźniej magiczny, ciemny korytarzyk, wychodzimy prosto na gąszcz lian, za którymi otwiera się polanka. Zieleń trawy i wiszących wokół lian kontrastuje pięknie z czernią tła tej pluszowej scenerii. Pośrodku stoi ogromne drzewo, a nieopodal niego trawa usłana jest poduszeczkami, takimi w sam raz pod małe (i większe ;)) pupki. Aktorzy, w strojach prosto z safari (nie wnikajmy :P), zaczynają czarować! Dołącza do nich po chwili tytułowy Puszek, urocza krokodylowa lalka! Puszek jest zielony, wielki i puchaty <3 nieco bardziej przypomina smoka niż krokodyla, a to pewnie przez wysublimowany gust kulinarny – żywienie się wyłącznie kokosankami wywiera zgubny wpływ nawet na krokodylą talię ;) ale dzieciom wcale to nie przeszkadza! Reagują żywiołowo, Zośka pohukuje i wyrywa się w kierunku sympatycznej paszczy;) Krokodyl okazuje się być niezmiernie przytulaśny, na szczęście maluszki na widowni są odważne i chętne do ocieplenia relacji z Zielonym Stworem ^^ Spektakl rozwija się, młodzi widzowie są proszeni o poszukanie wśród lian ciastek na śniadanie dla Puszka (5 kokosanek, koniecznie!) Potem mamy krokodylowy ból zęba i paniczny strach przed dentystą… Do akcji wkracza sprytna papuga, szaman – Szaman Szamański – z którym wspólnie dzieci odtańczają taniec ozdrowienia (niezwykle skuteczny, bo po tańcu nikogo nic nie boli! ;P z wyjątkiem Puszkowego zęba…), pomysłowa małpa… a w końcu i pani dentystka :)

*źródło*

Nasze wrażenia były bardzo, bardzo pozytywne! Zosieńka była najmłodsza na widowni, co zupełnie nie przeszkadzało – mam wrażenie, że była dużo bardziej zaangażowana i zainteresowana akcją, niż niektóre starsze dzieci. Przytulne pomieszczenie, gra świateł, obecność innych dzieci, muzyka (reggae!) i przede wszystkim wielka, gadająca przytulanka – to przepis na miłość maleńkiego amatora sztuki ;D Spektakl trwał dokładnie tyle, ile powinien, by utrzymać zainteresowanie dzieci – zaledwie pół godziny. A po zakończeniu przedstawienia można było poraczkować po najprawdziwszej teatralnej dżungli! I zrobić sobie zdjęcie z Puszkiem i sympatycznymi aktorami! I nawet pomacać krokodyle zęby… Ha! Już Zośka by je raz-dwa wyleczyła… ;]

A i rodzice mieli okazję się pośmiać (tylko częściowo z własnego dziecięcia :P). W dodatku dowiedzieliśmy się, że na wyprawę do dżungli zabrać trzeba koniecznie kokosanki i parasol – i nie oceniać krokodyli po zębach! ;)



...a zostały jeszcze te kokosanki?

...jak to "zjedli"? :|

dobra Puszku, pokaż zęba, wyleczymy! ;]

Wielkie brawa należą się całej ekipie! Dziękujemy zarówno reżyserce, pani Laurze Słabińskiej, jak i dyrektorowi teatru, panu Markowi Waszkielowi – za to, że myśli o tej swojej najmłodszej publiczności (jak to czule określa, „najnajach”). Jesteśmy oczarowani!


Teraz musimy koniecznie wybrać się na „Misiaczka”, „Jasno/Ciemno” (gościnny spektakl) i „Pana Brzuchatka”! A wszystkich Was, którzy zastanawiacie się, czy sztuka dedykowana najmłodszym widzom jest warta zachodu – namawiam gorąco do wybrania się! Bo JEST, naprawdę jest warta!

Zosieńka po spektaklu była niesamowicie skupiona
- zdawała się kontemplować przesłanie i porządkować pakiet wrażeń :)

Teatr lalek to sztuka bez ograniczeń! ...w każdym razie wiekowych :)


PS. Niedzielne zdjęcie, numer 15/52:

pełny pakiet: nieodłączna piłeczka, rozgadana buźka i poza raczkującego sprintera ;)

...no dobra, nie mogę się powstrzymać, dołączam jeszcze w bonusie:

...kombinuję...
a to jest zdjęcie, które powinno być głównym, ale zbyt mało twarzowe na portret :P
tej kochanej wyścigówki zwyczajnie nie da się uchwycić! 

p1