Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oleje naturalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oleje naturalne. Pokaż wszystkie posty

Słońce! ...dziewczyny lubią brąz? (&20/52)

Brąz jak brąz, ale słońce lubią na pewno! Za to czerwone plamy i podrażniona słońcem skóra – nie, to już nie wlicza się w pakiet pożądanych atrakcji... Zwłaszcza, kiedy chodzi o delikatną skórę dziecka.

*
Wiosna kwitnie w pełni, powietrze wypełnia zapach bzów i konwalii, jest słonecznie, ciepło i pięknie. Ach, maj! W takie dni najprzyjemniej jest „pod chmurką”, a domowe pielesze nieco tracą na atrakcyjności ;) Jednak długie godziny na powietrzu wymagają zabezpieczenia maluszka przed szkodliwym wpływem promieni UV. Banalne, prawda? Nic prostszego przecież, niż pójść do pierwszej lepszej drogerii, apteki, czy nawet marketu i kupić balsam z filtrem…

Jednak jeśli, jak ja, niezbyt entuzjastycznie podchodzicie do pomysłu posmarowania dziecka czymś, czego skład przypomina dawno odbywane laboratoria z chemii, a co gorsza – ze względu na ich odbywanie – jest wystarczająco zrozumiały, by budzić awersję… wtedy sytuacja wcale nie jest już taka kolorowa.

Zosia jest już lekko opalona, bowiem słońce łapała chętnie na zimowych spacerach. Ale kiedy wiosna była już w przedbiegach – i uwidoczniły się smagłe rysy mego dziecięcia – zajęłam się tematem i zabrałam się za przegląd zgromadzonych w ciąży/po porodzie próbek balsamów z SPF (których w zeszłym roku nie używałam, bo Zosieńkę jakoś bezpośrednie słońce ominęło ;)). Konkluzja wprawiła mnie w osłupienie… Rok temu widać naiwnie wierzyłam jeszcze, że jak na opakowaniu jest napisane, że to „bezpieczny”, „przebadany” i „hipoalergiczny” produkt dla delikatnej skóry niemowląt, to rzeczywiście taki będzie. Nic bardziej mylnego! W co drugim – alkohol na drugim miejscu w składzie! W niemal wszystkich parabeny i filtr mineralny nanocząsteczkowy* - nie twierdzę, że to koniec świata, ale jednak wolę nie ryzykować. W dodatku często dodawane filtry chemiczne i oleje mineralne....

No to zaczęłam poszukiwania…

Pierwszym krokiem był zakup oleju z pestek malin. To był absolutny strzał w 10!


Wiele olejów roślinnych zawiera naturalny filtr SPF. Przeważnie jednak jest on dość słaby, w dodatku zwykle chroni tylko przez promieniami UVB. Jednak jest w tym olejowym gronie perełka – olej z pestek malin właśnie :) Filtr ochronny tego oleju ma wartość szacowaną w przedziale 28-50 (zależnie od jakości oleju i pochodzenia roślin) – jest to wartość zbliżona do tej którą daje tlenek tytanu, stosowany zamiennie z tlenkiem cynku jako filtr mineralny w komercyjnych kosmetykach – i chroni skórę zarówno przed promieniowaniem UVB jak i UVA. W pakiecie z całym zestawem dobroczynnych właściwości i sporą dozą antyoksydantów jest to po prostu autentyczny rozpieszczacz dla skóry <3 

niepozorny, o niezbyt przyjemnym zapachy i bursztynowym kolorze
- za to fantastycznie się wchłania, nie zostawia filmu, bardzo delikatnie ociepla odcień skóry

Jak się sprawdza? Zaskakująco dobrze! Miałam świadomość, że realna ochrona może się różnić, w zależności od tego jak się olejek wchłonie i jak zachowa się na skórze. Jednak dotychczasowe testowanie pokazuje naprawdę porządną skuteczność! Mam bardzo jasną karnację, niewiele potrzeba bym nabawiła się poparzeń słonecznych. A odkąd codziennie nakładam olejek pod makijaż i smaruję odsłoniętą skórę przed wyjściem – zaczerwienień brak. Wczoraj za to nie posmarowałam karku – i mam piękną pręgę :P Więc ewidentnie olejek działa. Zosieńka reaguje na niego bardzo dobrze, wysmarowana jest przed każdym wyjściem i póki co jestem spokojna :)

Ale właśnie, póki co. Bo jednak na letnie baraszkowanie na trawie, czy nad wodą, chciałabym móc posmarować dziecko czymś „pewnym” i stabilnym. Tak, nawet moje naturalne zapędy są czasem ograniczone ;) Z resztą, filtry mineralne wcale nie budzą mojej awersji – tylko nanocząsteczkowa forma ich podaży. A jak na razie, całkiem sensowne pod względem składu wydają się balsam Mustela 50+ i Avene. Choć ceny są raczej dotkliwie wysokie. Stokroć bardziej wolałabym Badger Balm, tylko zamawianie ze Stanów nieco utrudnia…
Może najlepszym sposobem będzie zrobienie własnego kremu? Niestety, mikronizowany tlenek cynku, który można zakupić, najczęściej ma cząsteczki w rozmiarze 10-60 nm, trzeba się naszukać. Nie wiem, czy lepiej zrobię kupując mikronizowany (np.110nm) tlenek cynku, i łącząc go z olejem z pestek malin i z awokado, których właściwości przeciwutleniające dodatkowo zabezpieczą przed ew. wolnymi rodnikami, czy też po prostu kupując jeden z tych relatywnie bezpieczniejszych, gotowych balsamów…

Jakie są Wasze sposoby na bezpieczną relację ze słońcem? Czym smarujecie swoje maluszki? :)
wiosenna Zosieńka:
20/52
bo huśtawka to jest TO!

"Pomelo jest szczęśliwy pod swoim dmuchawcem..." ;D
bziuuuuum! ;)


* - Dwutlenek tytanu cechuje wysoka reaktywność, ma właściwości fotokatalityczne i pod wpływem światła tworzy wolne rodniki. Wg. dotychczasowych badań, stosowanie kremów z dwutlenkiem tytanu na zdrową skórę nie jest niebezpieczne, nie wykazano by cząsteczki przedostawały się do krwioobiegu. Natomiast wdychanie (puder,  spray) lub kontakt z uszkodzoną/ chorobowo zmienioną skórą niesie wyraźne zagrożenie. Tlenek cynku ma podobne działanie, jest jednak mniej aktywny. Mimo wszystko, nieznana jest dokładna wielkość graniczna cząstek, gwarantująca że nie przedostaną się one w głąb skóry. Toteż im większy rozmiar cząsteczek, tym mniejsze ryzyko. A bezwzględnie należy unikać zawartości tych składników w produktach do aplikacji w formie sprayu.

p1

Jaskiniowiec przepoczwarzony

Victoria Tuaz, by Cyril Lagel

Piątkowy wieczór. Luby mój Jaskiniowiec poszedł oddawać się typowym prehistorycznym rozrywkom w męskim gronie (gry kościane i te sprawy ;). Jego kobiecie przypadło więc w udziale pilnowanie domowego ogniska, lulanie dziecięcia i inne prace jaskiniowe. Ot, sterta odzieży czeka na okładanie rozgrzanym żelastwem, mięsiwo spogląda sugestywnie nieruchomym okiem czekając na doprawienie, a kurze śmieją mi się bezczelnie w nos...
Herbaciana wykąpała, nakarmiła i ululała dziecię, po czym ułożyła je pod bokiem czuwającego czworonożnego sprzymierzeńca. Zakasała rękawy, przewiązała włosy, szykując się do boju niczym Rambo... i spojrzała w lustro.
Wydała z siebie niemy okrzyk, o iście prehistorycznym brzmieniu: (cenzura jaskiniowa)!

No bo z karykaturalnym Rambo miała faktycznie więcej wspólnego, niż z jaskiniową pięknością, niestety. Rambo w rozumieniu ogólnego zapuszczenia i powykrzywianej facjaty, nie muskularności, rzecz jasna.



Faktycznie, ostatnimi czasy lustro jakoś nieczęsto bywało w moim polu widzenia - a kiedy bywało, to tylko podczas zabawiania Zochy. Zamiast stosowania jakiegokolwiek pakietu pielęgnacyjnego, brałam jedynie szybki prysznic, pomijając nawet późniejsze balsamowanie, masaż, cokolwiek. Faktycznie powiało epoką kamienia... A kiedy miałam czas do dowolnego wykorzystania oddawałam się uparcie we władanie wewnętrznego leniwca, i zalegałam z książką w wannie, zamiast masować się szczotą ryżową. Niech mnie! Tylko o włosy dbałam jak należy, ale tony kłaków na poduszce, szczotce i w maleńkich rączkach córci były wystarczająco dobitną motywacją. Dobrze, że choć na tym polu odnotowałam zwycięstwo (niech żyje biovax i olejowanie!). No i chwała karmieniu Ssaka, bo bezwstydne łasuchowanie uchodzi mi nadal bez skutków ubocznych. Ale stan ogólny herbacianej określić muszę jako zszarzała, sflaczała dętka. Twarz anemiczna z lekka, oczy przekrwione, w pandopodobnej osłonie, zaskórniki i ogólny smęt. Nawet pełniejszy zarys piersi u góry, który z daleka można by wziąć za kuszący, z bliska okazuje się być przeoczonymi powracającymi guzkami...

O nie nie, tak to nie będzie!

Zmiana planów.
Oto wieczór jaskiniowego SPA!

Na ciężki przypadek, trzeba sprawdzonych sposobów:

1. Naprzemienny ciepło-zimny prysznic z masażem rękawicą/ szczotką ryżową
2. Peeling o bajecznym zapachu latte:
dwie czubate łyżeczki kawy mielonej, łyżeczka balsamu do kąpieli Babydream fur mama, opcjonalnie płaska łyżeczka cukru trzcinowego
(po rozgrzaniu i delikatnym rozmasowaniu guzków wyszło mi latte z podwójnym mlekiem...;P)
3. Wmasowanie w ciało olejku Babydream lub dowolnego innego, o dobrym składzie (w sumie punkt niekonieczny, bo po peelingu z balsamem Babydream skóra jest aksamitna i nawilżona... ale to ciężki przypadek jest, jak pisałam)
4. Magiczny peeling twarzy- pogromca zaskórników (wcześniej na twarz warto położyć mocno ciepły ręczniczek, żeby pory się ładnie pootwierały):
gałka muszkatołowa, najlepiej świeżo zmielona/starta + odrobina mleka 
5. Dla skóry jak jedwab - maseczka z zielonej herbaty matcha:
łyżeczka matcha + kilka kropel wody, około 20' na twarzy, szyję i dekolt, zmywane ciepłą wodą
efekt- zbawienny!!! <3

źródło
6. Olejek arganowy delikatnie wmasowany w skórę twarzy
7. Rzęsy przeczesane olejkiem rycynowym
8. Kubek ciepłej, zielonej herbaty (najlepiej gyokuro), dla pełni szczęścia i antyoksydacyjnego wsparcia wewnętrznego... :)


Herbaciana już nie straszy!
i może nawet jutro mąż poprosi mnie do tańca, kto wie?
:)

Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić na powrót Leniwca, chwycić książkę i odprężyć się...

p1

DIY - odżywcze mazidło mrozoodporne, czyli krem ochronny na zimę, dla niemowląt i dla nas :)

Nie wiem jak u Was, ale u nas jest już zima... Mróz, wiatr, tylko śniegu jeszcze brak. Przyszedł zatem czas na sporządzenie mazidła, które ochroni buźkę Zosi przed wątpliwą przyjemnością poznania zimy po szczypaniu w policzki i odmrażaniu ślicznego noska ;) ja poszłam po najmniejszej linii oporu i zrobiłam jedno smarowidło dla nas wszystkich, czyli zwykłe, hipoalergiczne i absolutnie uniwersalne.

Przepis będzie tylko inspiracją, z orientacyjnymi proporcjami - wagi nie mam, a z kosmetykami generalnie kieruję się intuicją i wyczuciem, dążę po prostu do konsystencji jaką chcę uzyskać.

Potrzebujemy:

  • ✿   masła shea (ok 3 łyżeczek)
  • ✿   oleju kokosowego (ok 1 -1,5 łyżeczki)
  • ✿   oleju ze słodkich migdałów lub z pestek moreli (ok pół łyżeczki, im więcej, tym rzadsza będzie konsystencja)
  • ✿   mąki kukurydzianej (na czubek łyżeczki)



p1

Niczym płynne złoto... oleje naturalne, ich właściwości i zastosowanie w kosmetyce

Zosieńka śpi, mąż prasuje (wspominałam jaki jest kochany? no bajka!), co daje mi chwilkę by napisać Wam choć odrobinę z tego natłoku tematów które krążą mi po głowie... Niebawem napiszę o problemach związanych z początkami karmienia piersią, jak się do tego przygotować i jak się nie poddać po pierwszych trudnych i bolesnych tygodniach. A dziś coś o pielęgnacji - dla kobiet w ciąży, matek, dzieci i mężów, czyli skarbnica wiedzy uniwersalnej ;)

źródło: www.youbeauty.com

Ciąża jest takim szczególnym czasem w życiu kobiety, kiedy zaczyna bardzo zwracać uwagę na skład kosmetyków, produktów spożywczych, i na jakość wszystkiego co wpłynąć może na jej organizm - wszystko to z dbałości o rosnące w niej Nowe Życie :) Większość produktów przeznaczonych dla kobiet w ciąży i karmiących jest zdrowsza, bezpieczniejsza - i, co tu kryć, lepsza. Dlaczego jednak tylko w tym okresie miałybyśmy tak dbać o swój organizm? Myślę, że warto korzystać z dóbr natury i nauczyć się stosować na co dzień naturalną pielęgnację - nie tylko w tym wyjątkowym okresie :)
Wyciągnijmy z natury to, co najlepsze ;)

A cóż może być dla nas najlepsze?
Wiadomo, oleje! ;) Przyjrzyjcie się różnym reklamowanym kosmetykom do ciała - o, ten balsam jest dobry, bo zawiera masło shea, olej ze słodkich migdałów i olej jojoba! a tamta odżywka do włosów jest super, bo zawiera olej z orzechów makadamia lub olej arganowy... ;) Jeśli kosmetyki są takie "super" dzięki owym olejom, dlaczego by nie nauczyć się korzystać z nich bezpośrednio i czerpać z pełni ich właściwości? :)


Kilka słów o olejach ogółem
Oleje roślinne różnią się zwykle stanem skupienia w temperaturze pokojowej. Kwasy tłuszczowe, wchodzące w skład olejów, mogą być nasycone (nie zawierają wiązań podwójnych pomiędzy atomami węgla) lub nienasycone (jeden lub więcej wiązańpodwójnych). Oleje nasycone są bardziej stabilne i nie jełczeją tak szybko jak oleje nienasycone, jednak oleje nienasycone są gładsze, bardziej cenne, mniej tłuste i lepiej wchłaniają się przez skórę. Naturalne masła takie jak masło shea, masło avocado lub masło kakaowe nie są prawdziwymi masłami, gdyż są emulsjami wody i tłuszczu. Naturalne masła są znakomitymi emolientami i mają właściwości zagęszczające. W zależności od rodzaju, mogą mieć różne dodatkowe właściwości np. mogą być przeciwutleniaczem.

Oleje roślinne otrzymujemy z dowolnej rośliny, a także z różnych jej części: owoców, nasion, pestek, a nawet kiełków. O jakości oraz właściwościach oleju świadczy nie tylko jego pochodzenie, ale w ogromnym stopniu rodzaj tłoczenia i poddanie - a raczej nie! - rafinacji. 

Oleje tłoczone na zimno - mają najlepszą jakość, ale niektóre z nich tracą swoją wartość w wysokich temperaturach. Odporność oleju na wysoką temperaturę zależy od ilości kwasów olejowych jakie posiada dany olej. Im więcej ich posiada (licząc od 40-45%) tym bardziej jest odporny na ciepło.

Oleje roślinne rafinowane - nie posiadają prawie w ogóle smaku i zapachu, a podczas przeróbki tracą wiele swoich wartości, które są tak charakterystyczne dla olejów tłoczonych na zimno. Jedyną przewagą olejów rafinowanych jest to, że bez problemu wytrzymują wysokie temperatury i są dużo tańsze.

Oleje nierafinowane są wyciskane tylko mechanicznie (w prasach). Proces ten odbywa się w stosunkowo niskiej temperaturze - poniżej 70 stopni C. Często oleje te są raz przecedzane aby usunąć z nich pozostałości roślinne. Oleje nierafinowane charakteryzują się mętną konsystencją, zachowują swój naturalny smak i aromat. Nierafinowane oleje nie tracą wit. E, która jest naturalnym konserwantem i chroni je przed jełczeniem.

Oleje roślinne dzielą się pod względem “tłustości” na schnące, półschnące i nieschnące. Oleje nieschnące mogą działać komedogennie czyli zaskórnikotwórczo. W pielęgnacji cery szczególnie wartościowe są oleje z wysoką zawartością kwasów linolowego i linolenowego, które mają najmniejszy potencjał zapychania porów. Ogólny podział:
  • cera tłusta i mieszana:  oleje schnące i półschnące
  • cera sucha i dojrzała:  oleje półschnące i nieschnące. 

Oleje dają nam nieograniczone możliwości komponowania kosmetyków idealnie dopasowanych do naszych potrzeb, możemy wzbogacać nimi swoje ulubione kremy, balsamy, odżywki, a możemy także robić własne od podstaw. Olejami możemy myć twarz, dodawać do kąpieli, nakładać na włosy i skórę głowy, zastąpić nimi balsamy do ciała, drogeryjne oliwki, czy kremy do twarzy...

Poniżej przedstawiam złożoną specjalnie dla Was tabelkę, opisującą najważniejsze oleje stosowane w kosmetyce - opisy dotyczą form nierafinowanych (z wyjątkiem oleju rycynowego). Niech to będzie taki rodzaj podręcznego kompendium, abyście mogli bez problemu w każdej chwili porównać właściwości i dobrać olej do swoich potrzeb :)

p1