Pokazywanie postów oznaczonych etykietą związek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą związek. Pokaż wszystkie posty

Związkowy fitness!

...czyli czas na pozytywne rozruszanie relacji małżeńskich :)
Przyda się zarówno tym świeżutkim i elastycznym, jak i całkiem zesztywniałym... ;]

*

Wczoraj, 18 sierpnia, minęły 2 lata od dnia naszego ślubu. A były to tak kosmicznie intensywne lata, że aż ciężko uwierzyć, ile w sobie mogły pomieścić. Cóż, na pewno w naszej relacji na nudę i ślimacze tempo nie da się narzekać ;P Na szaleńczy pęd za to niekiedy owszem... 




Czasem ciężko złapać oddech, gdy wszystkie okoliczności co chwilę zmieniają nam obraz życia, jak w kalejdoskopie. A w takim tempie najłatwiej się pogubić... Życie potrafi dać w kość. Wieczny niedostatek czasu, zmęczenie, kłopoty w pracy, natłok obowiązków - wszystko to potrafi się złożyć w potężny ciężar. Czas i siły pochłania opieka nad Zosieńką, miliard innych spraw "na już", i nie ma mocnych: na "Nas" zostaje go zbyt mało. 
Dwa lata małżeństwa to dobry moment na refleksję. Nie mieliśmy wiele czasu na nacieszenie się sobą przed narodzinami dziecka, powaga życia i pełnia odpowiedzialności dopadły nas bardzo wcześnie. Nie było podróży poślubnej ani beztroskiego czasu błogości we dwoje. Czy tęsknimy za tym? A jakże. Musieliśmy kawałek życia przebrnąć na lekkim deficycie. Ale ale! Właśnie zaczynamy go nadrabiać... :) Takie tempo wymaga większej mobilizacji sił, większego nakładu pracy - ale za to szybciej procentuje. Z dnia na dzień jest łatwiej, swobodniej. Powoli dociera do nas, że możemy coraz więcej. Że łatwiej teraz wyskoczyć gdzieś z Zosieńką, łatwiej też wyrwać się sam na sam. Łatwiej się dogadać, dopasować. Tylko aby tą zmianą tempa móc się umieć naprawdę cieszyć, trzeba się ciutkę pogimnastykować.... ;)

Nie lubię rutyny, ale dotarło do mnie, że utrzymanie świeżości w małżeństwie wymaga wdrożenia pewnego schematu. Zakodowanie go sobie tak, by "wszedł w krew". Bo ciężko liczyć na spontaniczne docenianie tego, co się ma, na nagłe chwile olśnienia i przebłysku zachwytu - oczywiście, one się zdarzają, ale częstotliwość takich natchnień jest zdecydowanie nieadekwatna do potrzeb. O.

Dlatego aby życie nie zassało nas bez reszty, trzeba wprowadzić pewien obowiązkowy zestaw ćwiczeń. A co! ;)


Co proponuje Herbaciana?
Prosty zestaw:

  1. Poranna rozgrzewka - zaczynamy dzień od "dzień dobry, kocham Cię!" (kto nie lubi Strachów nie musi nucić :P) i całusa. Nie ważne, czy Druga Połówka śpi czy nie, to taki dobry zwyczaj, który naprawdę warto pielęgnować :)
  2. W celu konserwacji układu nerwowego - nie walczyć z wiatrakami! Nie zdzierać nerwów na walkę z życiem w tych jego aspektach, na które nie mamy wpływu. Nie pieklić się i nie frustrować gdy coś zwyczajnie jest poza naszym zasięgiem - te elementy albo musimy zaakceptować i oswoić, albo wprowadzić drastyczne zmiany (w kontekście m.in. zmiany pracy, przekwalifikowania) - bo nie ma nic gorszego niż zatruwanie atmosfery bezsensownym malkontenctwem. Życie jest za krótkie! 
  3. Dla zachowania świeżości uczuć - przynajmniej raz w tygodniu pomyśleć sobie przez chwilę o tym, co kochamy w drugiej osobie. Skupić się na tych wszystkich małych elementach, przypomnieć sobie "dlaczego On/Ona". Myśleć o tym tak długo, aż się do tych myśli uśmiechniemy :) 
  4. Dbając o lekkość bytu - nauczyć się dziękować za wszystkie małe elementy, które tak łatwo uznać za "należące się bezpardonowo". Dziękowanie nie kosztuje, a zmienia wiele :)
  5. Sprawność intelektualna - codziennie wieczorem zrobić sobie maleńkie podsumowanie dnia: co było dobrego (tak, TAK, rutynowe docenianie jest nie do przecenienia!), co chcielibyśmy poprawić w sobie i w naszej relacji. Jeśli coś wymaga ustaleń - porozmawiać o tym, od razu.
  6. Niezbędna dawka zainteresowania - zamiast wychodzić z założenia, że "jak zechce to przecież powie", okazujemy zainteresowanie i codziennie, w dowolnie wybranym momencie (rozsądnie wybranym! niekoniecznie podczas czytania dziecku bajki/ przewijania, czy kiedy akurat mąż/żona nadrabia swoje prywatne zaległości ;)) zapytać: Jak minął Ci dzień? Jaki masz nastrój? Czy wydarzyło się coś dobrego? Czy masz ochotę na herbatę? (mój mąż, z uwagi na to że wychodzi do pracy o okrutnie wczesnej godzinie, opanował ten punkt do perfekcji, codziennie wysyłając smsa z pracy, który już na początku dnia pozwala mi odczuć zainteresowanie... lubię!:))
  7. Śmiechoterapia - nie mamy czasu dla siebie, pewnie, często bywa i tak, ale to nie znaczy że nie przebywamy w swoim towarzystwie! Jeśli robimy coś wspólnie (a przynajmniej obok siebie), choćby były to najbardziej nielubiane obowiązki, spróbujmy się troszkę przy tym powygłupiać :) śmiech rewelacyjnie rozładowuje napięcie :) nie warto brać życia aż tak serio!
  8. Rozładowanie napięcia mięśniowego - czyli pielęgnujemy dotyk :) Poza absolutnie niezbędnym wygospodarowaniem chwil na porządne dopieszczenie, dotyk powinniśmy przemycać w drobnych dawkach jak najczęściej. Przecież można się przytulić przechodząc, potrzymać za rękę, poczochrać, cmoknąć podczas zabawy z dzieckiem. Naturalne, drobne gesty naprawdę robią różnicę!
  9. Profilaktyka antyrakowa - czyli pod żadnym pozorem nie dopuszczamy do wyhodowania "żalowego guza". Nie zbieramy fochów, foszków, rozczarowań, goryczy, złośliwości i przytyków, bo na takiej pożywce to związkowy rak zeżre nas raz-dwa! Z tymi małymi (lub większymi) paskudami rozprawiać się musimy na bieżąco. Proste zasady: coś nas boli, dręczy, drażni - mówimy o tym. Ale nie plując jadem z przytykami "bo ty (tu wstaw dowolną bolączkę)!". Mówimy o sobie, o tym jak się czujemy, że nas coś dręczy i męczy. Uderzamy do empatii i miłości, a nie do złości. W każdej takiej konfrontacji skupiamy się na tym, co chcemy osiągnąć - że przecież chcemy by było między nami lepiej - a nie na tym, by "wygrać".
  10. Reguła "mimo wszystko" - znacie ten kawałek Hey? To jeden z moich ulubionych. Czasem, kiedy coś naprawdę zalezie za skórę, ta piosenka pomaga mi się ogarnąć i zmotywować do naprawiania zamiast wpadać w niszczycielski pęd - bo przecież kocham, mimo wszystko. I skoro kocham, to nie wątpię, a naprawiam. Ale ale! Żeby ten punkt działał sprawnie, trzeba pamiętać o punkcie 3! Pamiętać że się kocha. Pamiętać kogo się kocha i co to znaczy :)
  11. Na zdrowy sen - nigdy, przenigdy nie kłaść się skłóconymi! Tę regułę wpoiła mi mama, wiele wiele lat temu. Zanim pójdziesz spać (lub zanim wyjdziesz z domu), dopilnuj by się pogodzić i wszelkie smutki i żale wypowiedzieć, wyprostować, zostawić. Rozstania - na czas snu, na czas pracy, na wyjazd - tylko w zgodzie. Nigdy nie masz pewności że się rano obudzisz, że wrócisz z tej pracy, ze spaceru, z wyjazdu... A stosowana na co dzień taka reguła bardzo oczyszcza atmosferę :)


W związku nie jesteśmy za karę. Tę drugą osobę przecież wybraliśmy! Musimy więc ćwiczyć regularnie, by żadne irytujące zrządzenia losu nie próbowały nam wpoić, że jest inaczej. I pamiętać, że przecież kochamy, damn it!  ♥(ˆ⌣ˆԅ)


To jak, trenujecie z nami? :)




p1

Czas na miłość! Czyli związek po narodzinach dziecka


Przez 9 miesięcy szykujecie się na przyjęcie Waszego dziecka. Przygotowujecie mieszkanie, czytacie książki, kompletujecie wyprawkę, cały Wasz świat zaczyna już przyjmować nowy rytm. I tak oto zwarci i gotowi czekacie na ten wielki dzień... W końcu nadchodzi, i Wasze Małe Szczęście przychodzi na świat.

Wtedy okazuje się, że żadna szkoła rodzenia, żadne książki i dobre rady, absolutnie nic nie było w stanie Was do tego przygotować :) Zaczyna się dla Was całkiem nowe życie, które budujecie od podstaw...

I tu chciałabym napisać słów kilka o tych podstawach właśnie. Bowiem wszystkie informacje, które przyswajają wtedy młodzi rodzicie dotyczą dziecka, jak się z nim obchodzić, jak wspierać jego rozwój, jak odczytywać jego komunikaty itp. To wszystko jest wiedza ważna i niewątpliwie potrzebna! Ale czy tylko to? Podstawą Waszego dalszego życia rodzinnego, jak również podstawą zdrowego i radosnego rozwoju Waszego dziecka, jest Wasza miłość. Nie pięknie przygotowane mieszkanie, dziecięce mebelki, zabawki, większy samochód czy biblioteczka pełna fachowej literatury... Sfrustrowani, zmęczeni, rozżaleni i tęskniący za minioną "wolnością" od obowiązków, nie będziecie w stanie dać sobie ani dziecku szans na szczęśliwe dni.
To właśnie wasze uczucie, ciepło i bliskość, są niezbędne, by rodzina którą tworzycie była szczęśliwa :)

A nie jest łatwo...

p1

Jak przetrwać domową burzę wirusową


Zosia choruje. A jeszcze bardziej choruje mój mąż. Mnie w zasadzie też brało, ale typowym dla matek i żon sposobem wytłumaczyłam wirusom jasno i klarownie, że Tutaj Wstęp Wzbroniony. Szkoda że nie słuchają gdy tłumaczę by parszywce trzymały się z dala od Zośki...

Zatem córa płacze, utulona i zabawiona śmieje się chwilę, a za moment znów podkówka... I tak znośne dotąd nasze codzienne boje z refluksem i nietolerancją laktozy, w otulinie kataru, przytkanych uszek i bolącego gardełka stają się wielką walką o przetrwanie - i o powrót trwalszego uśmiechu. Mąż po powrocie z pracy zostaje zamaseczkowany i zapakowany pod koc, i tak oto ja się rozdwajam, by jedna część mogła nosić, tulić i rozchmurzać dziecię, a druga robić ciepłe posiłki, chai, mleko z kurkumą i ogrzewać męża... Nie ma co, te wirusy dają mi popalić ;)

Dla młodych żon i matek, taki stan to prawdziwa szkoła przetrwania. Raptem kompletnie zmienia się układ priorytetów, trzeba mieć siły niczym Herkules i umieć wykrzesać z siebie nieprzebrane pokłady cierpliwości wobec naszych chorych, rozmarudzonych członków rodziny. Jest to szczególnie trudne wobec tej drugiej połówki, która w tym początkowym okresie rodzicielstwa jest naszą oazą, pomocą i mamy wobec niej spore oczekiwania na co dzień... A raptem musimy nie dość, że obyć się bez tej pomocy, to jeszcze dochodzą nam obowiązki.
Jak to przetrwać i nie zwariować? :)

p1