Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parenting. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parenting. Pokaż wszystkie posty

DIY - ściany jak z bajki, własną ręką malowane ✿ (cz. I)

Fajnie móc spersonalizować sobie wygląd ścian w domu, prawda? Wszyscy już chyba przyzwyczajeni jesteśmy do możliwości zastosowania fototapet i naklejek. Jednak czasem chciałoby się nadać przestrzeni bardziej unikalny i artystyczny wygląd. Taka potrzeba pojawia się zwłaszcza podczas szykowania pokoju dziecięcego :) Wtedy szczególnie chcielibyśmy dać coś "z siebie".

Malowanie na ścianach - brzmi trudno? Wcale nie jest! A jakie daje nam to możliwości.... :)

Oto czego potrzebujemy:
  • wolnej przestrzeni na ścianie :D
  • zapasu czasu - jego ilość zależy od stopnia skomplikowania wzoru i jego wielkości
  • komputera z programem graficznym ;)
  • poziomicy i metrówki
  • ołówka (dobranego metodą prób i błędów, raczej HB lub 2B, zbyt miękkie będą brudzić, a twarde - tworzyć rysy)
  • dobrej, niebrudzącej gumki do ścierania
  • farb akrylowych (ilu i jakich okaże się po zrobieniu projektu), ewentualnie farby podkładowej
  • pędzli
  • słoika/ pojemnika na wodę
  • palety (można ją zastąpić np. odciętymi denkami od plastikowych butelek po wodzie)
  • kawałka folii malarskiej do zabezpieczenia podłogi
  • lakieru/ werniksu
  • dobrego oświetlenia
  • cierpliwości!
  • ...i choć odrobiny zapału :)

p1

Jak przetrwać domową burzę wirusową


Zosia choruje. A jeszcze bardziej choruje mój mąż. Mnie w zasadzie też brało, ale typowym dla matek i żon sposobem wytłumaczyłam wirusom jasno i klarownie, że Tutaj Wstęp Wzbroniony. Szkoda że nie słuchają gdy tłumaczę by parszywce trzymały się z dala od Zośki...

Zatem córa płacze, utulona i zabawiona śmieje się chwilę, a za moment znów podkówka... I tak znośne dotąd nasze codzienne boje z refluksem i nietolerancją laktozy, w otulinie kataru, przytkanych uszek i bolącego gardełka stają się wielką walką o przetrwanie - i o powrót trwalszego uśmiechu. Mąż po powrocie z pracy zostaje zamaseczkowany i zapakowany pod koc, i tak oto ja się rozdwajam, by jedna część mogła nosić, tulić i rozchmurzać dziecię, a druga robić ciepłe posiłki, chai, mleko z kurkumą i ogrzewać męża... Nie ma co, te wirusy dają mi popalić ;)

Dla młodych żon i matek, taki stan to prawdziwa szkoła przetrwania. Raptem kompletnie zmienia się układ priorytetów, trzeba mieć siły niczym Herkules i umieć wykrzesać z siebie nieprzebrane pokłady cierpliwości wobec naszych chorych, rozmarudzonych członków rodziny. Jest to szczególnie trudne wobec tej drugiej połówki, która w tym początkowym okresie rodzicielstwa jest naszą oazą, pomocą i mamy wobec niej spore oczekiwania na co dzień... A raptem musimy nie dość, że obyć się bez tej pomocy, to jeszcze dochodzą nam obowiązki.
Jak to przetrwać i nie zwariować? :)

p1